1 381

Igi lubi, Igi nie lubi – tydzień 3 Samo_Się

Posted by blath on 24 listopada 2013 in Jestem mamą

Igi lubi (objawy: uśmiech, głośny śmiech, pisk, gigi, które przeszło khykhy, machanie rączkami, nóżkami):

WP_000060

  • widok taty, mamy;
  • leżenie na matce,
  • zjadanie zabawek;
  • słuchać jak rodzice czytają bajki;
  • oglądać (i zjadać) książeczki;
  • szalone zabawy z tatą;
  • spacery w wózku;
  • jazdę samochodem;
  • szalone miny, cmokanie i różne dźwięki;
  • całuski w szyjkę;
  • łaskotanie po brzuszku,
  • robienie rowerka nóżkami;
  • maratony na macie;
  • babcie i dziadków;
  • kąpiel;
  • słuchać Pearl Jam i Metallicę;
  • zjadać własne rączki;
  • rozmówki z kolegami-maskotkami.

Igi nie lubi (objawy: krzywienie, marszczenie, pokrzykiwanie, rzadko płacz):

Igi

  • odkładania do bujaczka-leżaczka lub na matę (jeśli wcześniej był przenoszony na rękach) – w tym tygodniu;
  • bujaczka-leżaczka – w tym tygodniu;
  • noszenia na rękach „na leżąco”;
  • zostawać sam, bez rodziców w polu widzenia – w tym tygodniu;
  • leżenia na brzuszku – w tym tygodniu

 
3

Pamiątki z dzieciństwa – tydzień 2 Samo_Się

Posted by blath on 17 listopada 2013 in Jestem mamą

Bardzo lubię zbierać pamiątki. Był czas, że kolekcjonowałam prawie wszystko, skrzętnie wklejałam w pamiętnik bilety, wycinki, rachunki. Mając malucha w domu, człowiek jeszcze bardziej uświadamia sobie, jak ten czas szybko leci. Każdego dnia patrzę na Igorka, a on coraz większy i coraz więcej umie. Od samych narodzin próbuję zatrzymać te ważniejsze momenty. I chociaż synek ma dopiero 4 miesiące, to już tych drobiazgów zebrało się trochę. Na początek ze szpitala przywiozłam nasze identyfikatory.

DSC_9904Mąż w plecaku do dzisiaj nosi kawałek zaschniętej pępowiny (zresztą, aż się boję zapytać, co ma tam jeszcze). Są też oczywiście kartki z gratulacjami z powodu narodzin syna i książeczka „Moje pierwsze pięć lat”, ze zdjęciami Annie Leibovitz.  Na bieżąco staram się uzupełniać kolejne kartki – tam notuję, kiedy pojawił się pierwszy świadomy uśmiech, kiedy Igorek zaczął pewnie trzymać główkę, leżąc na brzuszku, ile ważył i mierzył w 3 miesiącu życia. Tam też wpiszę, kiedy wyjdzie mu pierwszy ząbek, wkleję pierwszy rysunek.

DSC_9902DSC_9903Wśród przechowywanych drobiazgów znajdą się również kartki od gości zaproszonych na chrzciny Igorka i małe książeczki od chrzestnych, upamiętniające to wydarzenie. Trzeba je jeszcze uzupełnić i wykleić zdjęciami, ale do tej pory, jakoś nie zebrałam się do wywołania zdjęć. Może wkrótce się zmobilizuję.DSC_9901

Od jakiegoś czasu prowadzę też zeszyt z codziennymi notatkami. Jako że karmię piersią, ważne dla mnie jest, co jem, aby potem szybciej wyłapać produkt, na który Igi może mieć uczulenie. Tam również wpisuje informacje o lekach, jakie Mały brał danego dnia, czy ilości kup. Będzie miał chłopak co czytać, jak dorośnie:)DSC_9885 DSC_9886

Dostaliśmy też glinę do odbijania nóżek i rączek. Niestety, zanim Poczta Polska nam ją dostarczyła, ta na tyle zaschła, że można nią było co najwyżej nabić komuś guza a nie coś uwieczniać. Mówi się trudno, jakoś to przeżyjemy lub zakupię nowy zestaw. Za to w 3 miesiącu odrysowałam Gałgankowi stópkę. Wyszła trochę koślawo, bo Igorek postanowił zostać pierwszym biegaczem w okolicy i akurat trenował:)

Krótko przed porodem pogodziłam się z moim drugim „dzieckiem” – aparatem, więc Igi ma trochę zdjęć. Jak już napisałam wyżej, jestem na etapie zbierania się do wywołania. Kilka dni temu udało się chociaż odebrać fotki z sesji noworodkowej, którą zafundowaliśmy Igiemu w 8 dniu jego życia. Oczywiście napatrzeć się nie mogę, jaki on był wtedy malutki, a jaki już teraz duży. Jakie miał ciemne oczka, a jakie miał chudziutkie nóżki i tak dalej i tak dalej…DSC_9908Wpis jest w ramach projektu samo_się, o którym pisałam tutaj: http://rudymspojrzeniemnaswiat.blogx.pl/2013/11/03/blogujaca-mama-i-samo_sie/

Tagi: , , , ,

 
2

„Georgialiki” Katarzyny Pakosińskiej i szczypta naszej wędrówki po Gruzji

Posted by blath on 13 listopada 2013 in Podróż długa i krótka, Uzależnienie od książek

Zanim zacznę o samej książce, napiszę kilka słów o tym, dlaczego zdecydowałam się ją przeczytać. Od wielu już lat marzyłam o tym, aby wybrać się do Gruzji. Na jednym z międzynarodowych spotkań młodzieży dotyczącym stereotypów wschodu i zachodu, miałam okazję poznać niesamowitych ludzi z tego kraju i zobaczyć kawałeczek ich kultury. Jednak już samo towarzystwo tych osób (z którymi do dzisiaj mam kontakt) sprawiło, że Gruzja mnie zainteresowała. Wydawała się taka ciepła, otwarta, bardzo przyjazna i egzotyczna. Tak naprawdę udało się tam pojechać dopiero w zeszłym roku jesienią. Chętnie napisałabym więcej, bo była to niesamowita podróż, ale o tym może w innym wpisie. Wrażenia z tego wyjazdu były tak ogromne, że chciałam i chcę dowiedzieć się jeszcze więcej i więcej. W ten sposób kilka miesięcy temu, książka trafiła na moją półkę.

Katarzynę Pakosińską kojarzyłam wcześniej z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Mój tata uwielbia jej śmiech (i nogi też, jak sądzę). Nigdy jednak specjalnie się nią nie interesowałam. Po raz pierwszy o jej więzi z Gruzją przeczytałam przed samą podróżą w książce „Gaumardżos” Anny Dziewitt-Meller i Marcina Mellera. A spotkanie na lotnisku w nocy w Tbilisi tylko przesądziło kwestię, że chcę jej opowieść o tym kraju. Na swój lot o 3 w nocy do Wilna przez Tallin ze stolicy Gruzji jechaliśmy z samego Batumi od 18tej. Już na wstępie maszrutka miała dwie godziny spóźnienia, bo mieliśmy wyjechać o 16tej. To nie dziwi jakoś szczególnie, bo Gruzini nie przywiązują wagi do punktualności. Jakieś 150 km przed Tbilisi nasz pojazd zaczął wykazywać oznaki awarii. 20 kilometrów przed Gori silnik odmówił całkowicie posłuszeństwa. Staliśmy pośrodku niczego w całkowitych ciemnościach z dość dziwnymi Gruzinami (bardzo nietypowi jak na obywateli tego kraju, małomówni i mało sympatyczni). Tylko dzięki pomocy poznanej w mieście Stalina Svietlanie dostaliśmy się na lotnisko w Tbilisi. Aż szkoda nie wspomnieć, że nasz lot okazał się odwołany już kilka dni wcześniej, o czym dowiedzieliśmy się na miejscu i zapowiadała się piękna noc w stolicy, z perspektywą przedłużonego pobytu. I w takich wspaniałych humorach o godzinie 3 w nocy, siedząc na twardych krzesełkach w dużej przechodniej sali przed odprawą celną, czekając na wieści czy uda się nas wcisnąć na lot o 7mej do Wilna przez Rygę, spotkaliśmy panią Kasię. Ujęła mnie, a raczej powaliła na kolana swoim pięknym, radosnym uśmiechem i pogodnym nastawieniem. Rozdawała te uśmiechy na brawo i lewo i od razu człowiekowi się lżej na duszy zrobiło. To przesądziło.

georgialiki-ksiazka-pakosinsko-gruzinska-b-iext13049548

Teraz chyba czas w końcu napisać kilka słów o samej książce „Georgaliki. Książka pakosińsko-gruzińska”. Przede wszystkim jest bardzo ładnie wydana, w twardej granatowej okładce, a mimo to cena przystępna, bo 39,90, wydawnictwa Pascal. Całość podzielona jest na dwie części. W pierwszej autorka opisuje swoje podróże po Gruzji wraz z ekipą Gruzinów, z którymi kręciła „Tańczącą z Gruzją”. Barwnie opisuje charaktery swoich towarzyszy, jak również napotkanych ludzi i piękne krajobrazy. Na początku bardzo przeszkadzało mi ciągłe wtrącanie anegdotek. Ciężko się przez to czytało, później przyzwyczaiłam się do chaotycznego nieco stylu Pani Pakosińskiej. Dzięki niej wróciłam wspomnieniami w wiele miejsc, które udało mi się odwiedzić. Wywołała też u mnie niedosyt Gruzji – tak dużo tajemniczych miejscowości zostało do zobaczenia.

Druga część to tzw „Supra” czyli biesiada gruzińska. Bardzo specyficzna i z pewnymi tradycjami. Suprę prowadzi zwykle „tamada” , często najstarszy i najbardziej poważany biesiadnik, który ma do tego mocną głowę. To on pilnuje porządku oraz wyznacza osoby do wygłaszania toastów. A toasty w Gruzji, to nie zwykłe „Na zdrowie!”, a często długa przemowa dotycząca boga, ojczyzny, przyjaźni. Nie można się napić bez wzniesionego toastu. Ta część jest lekko fikcyjna, bo supra, o której pisze Pani Pakosińska nigdy nie miała miejsca. Ale nie o to tutaj chodzi, bardziej o przedstawienie różnych poglądów Gruzinów na różne sprawy. Często padają stereotypowe stwierdzenia, a czasami zaskakują nowoczesnością i powiewem zachodu. Jedno, co ich łączy to ogromna serdeczność i przyjacielskie nastawienie do świata i ludzi, o czym zresztą też dyskutują zawzięcie.

Lektura „Georgialików” wzbudziła we mnie niesamowitą potrzebę zobaczenia znajomych i Gruzji ponownie. Nie wiem, jakie emocje wywołuje wśród czytelników, którzy nigdy w tym kraju nie byli, ale ja chcę po lekturze znowu na Kaukaz, w przepiękne góry i wśród sympatycznych ludzi!

Tagi: , , , , , , , ,

 
5

Zabawy z mamą i tatą – tydzień 1 Samo_Się

Posted by blath on 10 listopada 2013 in Jestem mamą

Zabawy z 4-miesięcznym maluszkiem uświadamiają człowiekowi, że nawet najzwyklejsze i najprostsze czynności – jak przeglądanie się w lusterku, zabawa balonem – mogą sprawić, że dziecko wybuchnie głośnym śmiechem. U nas zabaw jest wiele, ale poniżej pokażę wam, w co bawimy się z Igorkiem najczęściej. I oczywiście co udało się sfotografować. Czasami wymagało to ode mnie sporej gimnastyki, a czasami po prostu wolałam pobawić się z synkiem.

Relacja powstała w ramach Projektu samo_się, o którym pisałam w poprzednim poście: http://rudymspojrzeniemnaswiat.blogx.pl/2013/11/03/blogujaca-mama-i-samo_sie/

Rano najczęściej zaczynamy od przytulanek i łaskotek, co wywołuje głośny i fantastyczny śmiech Igorka. Raz z jednej strony całuski i łaskotki, raz z drugiej. Brzuszka też nie ma co omijać.laskotki1laskotki3laskotki2


Następnie pooglądamy sobie obrazki – specjalnie zrobione dla niemowlaków i noworodków z wykorzystaniem kontrastu czarno-biało-czerwone. Jak widać poniżej mój Gałganek nie tylko lubi oglądać, ale też próbuje zjeść sztywne kartki.

W ciągu dnia nie może zabraknąć i czytania bajek. Byłoby wstyd, gdyby mama polonistka i maniaczka książek nic synkowi nie czytała.

Po południu wraca tata z pracy i zaczyna się znowu zabawa. Poniżej Igorek pokazuje tacie, co potrafi robić z grzechotką. Można nią bardzo mocno potrząsać i już nie wypada z ręki.

Po zabawach z grzechotką przychodzi czas, na wytarganie za włosy i brodę.

Tata też lubi oglądać z Igorkiem obrazki i czytać mu bajki.

 

A na koniec coś, co tylko z tatą – czyli dużo emocji i zabawa w samolot latający w górę, w dół, w jeden bok i drugi.

 

Każdy dzień jest pełen różnych zabaw z Igorkiem. Wygląda na to, że sprawiają one nie tylko naszemu Gałgankowi frajdę, ale i nam.

Tagi: , , , , , ,

 
3

Blogująca mama i samo_się

Posted by blath on 3 listopada 2013 in Jestem mamą

Po kilkudniowym zastanowieniu postanowiłam przyłączyć się do pewnej akcji. Wydaje mi się ciekawa, a i wymusi na mnie pewne urozmaicenia w relacji z Igim. Zachęcam wszystkie blogujące mamy.

Projekt ma 10 etapów, każdy etap trwa tydzień, zaczynając od poniedziałku, 4 listopada. Podczas całego tygodnia lub wybranego dnia w tym tygodniu bawimy się z dzieckiem podług luźnych przemyśleń na dany temat. I tak w pierwszym tygodniu bawimy się uwzględniając temat: Zabawa z mamą i tatą (0-6msc), Wstążka, sznurek, sznurowadło (6-12msc). Wersje zabaw zależą tylko i wyłącznie od Was, drogie Mamy, więc liczę na szeroki wachlarz pomysłów i oryginalności.
Mamy trzy kategorie wiekowe z tego względu, że pierwszy rok malucha jest najbardziej instensywny, jeśli chodzi o rozwój psychiczny i fizyczny:
  1. 0-3 miesięcy – Poznaję świat wokoło.
  2. 3-6 miesięcy – Rosnę i coraz więcej potrafię.
  3. 6-12 miesięcy – Uczę się samodzielności.
Etapy projektu, tygodniami:
Dla pierwszych dwóch grup wiekowych:
1. Zabawa z mamą i tatą.
2. Pamiątka z dzieciństwa- robimy pudełko skarbów, album ze zdjęciami, odbijamy nóżki, raczki itp
3. Niemowlak nie lubi…, niemowlak uwielbia…
4. Minki chłopczyka i dziewczynki (kolaż zdjęć z minkami z tygodnia)
5. Ulubiona książeczka, czyli czytamy dzieciom.
6. Nowa umiejętność w tym tygodniu
7.W tym tygodniu zachwycam się nad…, a nie przepadam za…?
8. Na macie, kocu, łóżku – harce brzuszkowe i nie tylko…
9. Zabawka handmade zrobiona przez rodzica.
10. Poznajemy różnorodne faktury.
Dla dzieci powyżej szóstego miesiąca:
1. Wstążka, sznurek, sznurowadło.
2. Za rączkę, za nóżkę.
3.Papuguję wszystkich wkoło.
4. Skrzynia skarbów.
5. Pokaż, Kotku, co jest w środku.
6. Dla przyszłych inteligentów w okularach.
7. A piłka się toczy.
8. Zmieniamy perspektywę.
9. Zbudowałem i zburzyłem.
10. Tematycznie w koszyczku.

 
2

Jestem mamą i już

Posted by blath on 3 listopada 2013 in Jestem mamą

Trudno byłoby prowadzić blog i pominąć bardzo istotną zmianę, jaka się dokonała w moim życiu. 9 lipca 2013 roku przyszedł na świat Igorek – mój najukochańszy i przesłodki synek, który sprawia, że każdy dzień nawet pochmurny jest pełen słońca.  Jednocześnie rozszerzył się mój świat i jego postrzeganie, zakres czytanych lektur, a także przeglądanych lub obserwowanych stron www. Dlatego dorzuciłam nową kategorię na moim blogu: jestem mamą:)

Copyright © 2013-2019 Rudym Spojrzeniem Na Świat All rights reserved.
Desk Mess Mirrored v1.8.1 theme from BuyNowShop.com.